środa, 3 lipca 2013

Rozdział 3

Katherine:
Musiałam coś wymyślić. Nie mogłam ryzykować, że Klaus wróci gdy ja będę u Salvatore'ów. Nie mogłam pozwolić by przez Damona cały mój plan legł w gruzach. Musiałam podjąć jakąś decyzję. Nie umiałam myśleć racjonalnie... Nie teraz gdy od mojej decyzji zależało moje nieśmiertelne życie. Mimo obaw postanowiłam zaryzykować. Z nadludzką szybkością znalazłam się w wielkim domu Stefana i Damona. Kiedyś ich rezydencja zwała się Veritas... Pamiętam to jakby było wczoraj. Omotałam sobie młodych Salvatore'ów wokół mojego zwinnego palca wskazującego. To były piękne czasy... Miałam wtedy możliwość zapomnienia o Elijah'u. Tylko wtedy mogłam zapomnieć o kimś kogo darzyłam prawdziwą miłością. Na samą myśl o Elijah'u łza zakręciła się w moim oku. Zamrugałam oczyma, zatrzepotałam rzęsami i powoli uchyliłam sosnowe drzwi wejściowe do ich rezydencji. Usłyszałam głosy. Od razu je rozpoznałam. Pewna siebie weszłam do domu i przymknęłam cicho drzwi. Skierowałam się do pokoju z jakiego dochodziły głosy.
-Nie jestem pewien czy to dobry pomysł...
-A masz lepszy? Katherine to nasza ostatnia szansa.
Przewróciłam oczami i weszłam do salonu.
-Och niezmiernie mi miło, że oczekujecie na pomoc z mojej strony... To bynajmniej słodkie, że tęsknicie za mną tak bardzo by narażać mnie na niebezpieczeństwo ze strony Klausa. Czego chcecie?-zapytałam i popatrzyłam na braci kłócących się przy stole na którym leżała jakaś mapa. Podeszłam do niej i się jej uważnie przyjrzałam.
Plan Mystic Falls. Były na niej dokładnie wyróżnione wszystkie podziemia. Nagle zobaczyłam znak "x" przy podziemiach Lockwood'ów.
-Co chcecie zrobić?-zapytałam zaciekawiona śledząc uważnie każda kreseczkę na mapie, narysowaną markerem którego trzymał Damon. Podniosłam na niego wzrok.
-Chcemy zabić Klausa.-powiedział niebieskooki wampir.
-Damon! Obydwaj dobrze wiemy o tym, że to zły pomysł!-powiedział Stefan.
-Uspokój się bracie. Nie rozumiesz, że jak Klaus dowie się o tym, że Elena nadal żyje, będzie nas prześladował. Nas i ją także. On jest zbyt niebezpieczny i nieprzewidywalny, by go lekceważyć!-powiedział Damon i popatrzył na młodszego brata. W jego oczach można było dostrzec iskry. Iskry nadziei... Za oknem widziałam wielką, ciemną, burzową chmurę. No tak... wczesna, wiosenna burza. Westchnęłam. Jednego czego potrzebowałam do popadnięcia w doła to kłócący się o "biedną" Elenkę, bracia. Niegdyś spokojni i z nienagannymi stosunkami. Do czasu gdy poznali mnie... seksowną i nieprzewidywalną sierotę nazywającą się Katherine Pierce. Tak, wtedy jeszcze nie wiedzieli, że byłam zimną suką zapatrzoną w siebie i dbającą wyłącznie i swoje potrzeby.
-Pomogę wam.-szepnęłam
Zielone oczy Stefana i błękitne oczy Damona zwróciły się w moją stronę.
-No co? Nienawidzę go tak samo jak wy.-wytłumaczyłam i chwyciłam butelkę bourbon'u leżącą obok mapy.

Klaus:
-Mam zaszczyt powitać cię w moim mieszkaniu...-powiedziałem do Adrianny, otwierając drzwi do mojego mieszkania.
-No już nie bądź taki skrupulatny, Nik. -powiedziała brunetka i przeszła przez próg. Wszedłem za nią i zawołałem:
-Katerina, już jestem. Przygotuj jakiś poczęstunek dla Adri.
Nie usłyszałem odzewu.
-Katerina?!-krzyknąłem.
-Myślę, że ta cała Katerina, cię nie słyszy.
-Uciekła... Co za suka... Ja ją zahipnotyzowałem, a ona...
-Widocznie nie była tak głupia by zostawać z tobą, Klaus.
Przewróciłem oczami.
-Jak wróci to pożałuje. A ty Adri, mi pomożesz.-szepnąłem pod nosem i pewny siebie podszedłem do barku. Wyjąłem z niego butelkę wódki i zacząłem pić trunek.
-Nie pij. Dajesz mi zły przykład.-szepnęła Adri.
-Myślę, że od dawna nie jestem twoim przykładem do naśladowania...
-Czemu tak sądzisz?-zapytała brunetka i usiadła na blacie obok mnie. Popatrzyłem na nią. Faktem było to, że dziewczyna mogła się szczycić nietypową urodą. Miała dość duże brązowe oczy i urzekająco długie rzęsy. Czułem, że Adrianna chciała wiedzieć co w danej chwili odczuwam. A ja za wszelką cenę to ukrywałem. Nie chciałem by dowiedziała się o tym, że moje uczucia do niej się w pewien sposób odnowiły. Albo może tylko bałem się jej reakcji? W końcu to ja popełniłem błąd zostawiając ją wtedy... Gdy tak rozmyślałem, dziewczyna wyrwała mi wódkę z ręki i przyłożyła swoje usta do butelki. Zaczęła łapczywie pić trunek. Nawet łapczywiej niż ja. Po chwili postanowiłem zrobić pierwszy krok. Wyrwałem z jej ręki butelkę i rzuciłem ją na podłogę. Szkło rozpadło się z hukiem na tysiące kawałków.
-Co to do cholery był...-chciała mnie opieprzyć ale ja jej przerwałem wpół słowa. Wtopiłem się w jej usta. Czułem na nich posmak wódki, co mi bardzo pasowało. Delikatnie muskałem jej skórę. Adrianna odwzajemniła słodkie pocałunki. Nim się zorientowałem, już leżałem z nią na stole. Nawet nie słyszałem i nie czułem wibracji w prawej kieszeni spodni.

Elijah:
-Cholera!-szepnąłem do siebie. Na przedmieściach Mystic Falls zabrakło mi paliwa... Jakaś ironia... Próbowałem zadzwonić do Niklausa. Nie odbierał. Najwidoczniej był czymś bardzo zajęty. Prawdopodobnie pracował nad jakąś panną w Grillu by później się nią pożywić. Taki młodszy brat to istna katorga. Przez tyle lat musiałem trzymać go w ryzach ale teraz obiecałem, że dam sobie z tym spokój. Raz na zawsze! Wysiadłem z auta i z całej siły trzasnąłem drzwiami. Stanąłem na poboczu i czekałem aż jakiś samochód się zatrzyma. Będę mógł się wtedy pożywić i ukraść paliwo z bagażnika. [···]
Po około godzinie jakieś auto się zatrzymało. Wysiadł z niego wysoki blondyn.
-w czym mogę pomóc?-zapytał uprzejmie.
-Potrzebuję paliwa. I czegoś do jedzenia.
-Wydaje mi się, że w bagażniku mam zapasowe paliwo. Coś do przegryzienia też powinienem znaleźć.
Sztucznie się uśmiechnąłem, a gdy się odwrócił zaatakowałem. Jego krew była nawet smaczna. Gdy stwierdziłem, że tyle krwi mi wystarczy, odsunąłem się od niego i rzuciłem na niego zaklęcie wpływu. Uległ. Podał mi pojemnik z paliwem, a ja go przechwyciłem i podszedłem do mojego samochodu. Założyłem rękawiczki ochronne i wlałem zawartość pojemnika do baku mojego samochodu. Wytarłem jeszcze ręce w chusteczki. Wsiadłem do auta i odjechałem. Dopiero teraz zorientowałem się, że padła bateria w moim telefonie. Ale nie przejmowałem się tym. Jechałem w stronę Chicago i ani mi się śniło zatrzymywać auto.

Katherine:
Stałam pod oknem. Damon omówił i wytłumaczył mi cały plan zabicia Klausa. Był dopięty na ostatni guzik. Miałam zatrzymywać go jak najdłużej w jego mieszkaniu, a tymczasem Stefan, Damon i Caroline będę tworzyli swego rodzaju bombę, mieszankę tojadu i werbeny z dodatkiem odłamków drewna z białego dębu. Podzieliłam się z nimi całą swoją wiedzą o pierwotnych. Zastanawiałam się tylko nad jednym. Jak zareaguje Elijah gdy się dowie o śmierci brata... A i najważniejsze... musieliśmy znaleźć jakąś czarownicę byśmy nie byli połączeni już z Klausem, bo jeśli on umrze to większość wampirów zrobi to samo...
Czarownica... to był jedyny problem którego jak na razie nie udało się nam rozwiązać.
Po chwili wyjęłam z kieszeni telefon. Spojrzałam na ekran. 15:15. Ktoś o mnie myślał. Miałam nadzieję, że tym "kimś" był Elijah... W końcu Nadzieja umiera ostatnia, prawda?
Rozejrzałam się po pokoju. Nikogo nie było razem ze mną. Dom opustoszał prawie całkowicie. Bracia Salvatore rozeszli się do swoich pokojów. Ja też postanowiłam ruszyć w stronę mieszkania Klausa. Nie mogłam pozwolić by dowiedział się o moim dzisiejszym wybryku... W nadludzkim tempie znalazłam się przed drzwiami do jego mieszkania. Wyjęłam z kieszeni telefon i szybko wyszukałam numer Elijah'a w kontaktach. Przyłożyłam telefon do ucha.
-Tu poczta głosowa. Proszę zostawić wiadomość. Na pewno kiedyś ją odsłucham.-usłyszałem głos Elijah'a nagrany na pocztę głosową.
-Em. Chciałabym byś tu ze mną był. Wiem, że uważasz mnie za oszustkę ale... to nie jest sprawa, którą mogę wyjaśniać przez telefon. Jeśli wrócisz z Chicago... zadzwoń. bym się nie martwiła. Nie potrafiłabym żyć z myślą, że coś ci się stało.-Szepnęłam i włożyłam telefon z powrotem do kieszeni. Westchnęłam i chwyciłam za klamkę. Nacisnęłam ją. Weszłam do domu. Zamknęłam drzwi a gdy się odwróciłam ujrzałam Klausa.
-Witaj, Katerina.-szepnął i w super tempie chwycił mnie za kark.
-Żegnaj Katerina. Słodkich snów. Zobaczymy się za kilka godzin a wtedy twoje życie bardzo się zmieni...-szepnął i nagle poczułam przeszywający moje ciało ból. Skręcił mi kark. Upadłam. Straciłam przytomność.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
W końcu wymęczyłam ten rozdział. O mój boże xD i w dodatku jeszcze nie miałam weny i jestem na kompie u dziadka a tu net chodzi wprost makabrycznie... Nie wiem kiedy pojawi się następny rozdział ;D Teraz muszę się ostro wziąć do roboty z 3 rozdziałem o Klaroline ;D
15 komentarzy=nowy rozdział ;3
Znów stawiam ultimatum bo jak widać na Klaroline sie nie sprawdziło bo normalnie jest po 30 komentarzy a pod ostatnim ledwie 11 -,- pierdzielić tą blogerkę co się przyczepiła o to moje ultimatum... Bez komentarzy nie mam dopingu i mam wrażenie, że piszę to na marne. Czuję się wtedy tak jakby nikt tego nie czytał -,- A wiem, że czytacie to co piszę :* I za to was kocham <3
Pozdrawiam :*

PS; A własnie ;3 Jak ktoś lubi PLL to pewnie wie kogo gra Lucy ;3
Hehe bo nie ma to jak umieszczanie ulubionych postaci na swoim blogu xD
Zapraszam was też na mojego nowego fanpage'a o Słodkich Kłamstewkach ;3
https://www.facebook.com/SlodkieKlamstewkaToSerialKtoryKocham
Aria ;3 jestem xDD
Dobra to chyba tyle ode mnie ;3
Pozdrawiam :*

niedziela, 23 czerwca 2013

Rozdział 2

Elijah:
Stałem przed drzwiami do mieszkania Niklausa. Bałem się zapukać. Bałem się reakcji na widok Kateriny. Nie miałem pojęcia jaką chciała zawrzeć ze mną umowę, ale wiedziałem, że na pewno będzie ubrana w to co zwykle... Jakieś seksowne rurki i koszulka z dużym dekoltem.
W 1492 roku nawet nie pomyślałbym, że mogłaby chodzić w spodniach... A jednak...
Wtedy chodziła w sukniach podkreślających talię osy, wampirzycy. Już wtedy byłem w niej na zabój zakochany... Podejmowałem wtedy wielkie ryzyko... Ta dziewczyna zmieniła całe moje życie. Przed poznaniem jej zawsze byłem posłuszny Niklausowi ale ona sprawiła, że nasze zdania się podzieliły...
Byłe dziewczyną silną już nawet wtedy... Silną na tyle by zakłócić nienaganne braterskie relacje...

Retrospekcja:
Anglia, 1492 rok.
-Katerina Petrova jak mniemam...-szepnąłem i pocałowałem rękę pięknej brunetki stojącej przede mną. 
-Witam. Lord Elijah... Miło cię poznać, panie.-powiedziała niewinnie i się nieśmiało uśmiechnęła. Jej kasztanowe loki opadały na plecy. miała na sobie bordową, balową suknię. Wyglądała fantastycznie. Bylem pewien, że chyba każdy szlachcic na sali chciałby zatańczyć z tak piękną kobietą jak ona. Z zamyślenia wyrwał mnie jej piękny, europejski akcent:
-Czy Lord Niklaus się czasami nie spóźnia?-zapytała. 
Właśnie w  tej chwili pojawił się mój młodszy brat.
Popatrzyłem na blondyna i szepnąłem do Kateriny:
-Modnie spóźniony, Katerino... Przedstawiam ci lorda Niklausa.
-Zdravie Katerina...Здравейте, Катерина.-szepnął i złożył na jej delikatnej ręce pocałunek. 
Dziewczyna się zarumieniła. Niklaus popatrzył na mnie. Uśmiechnął się cwaniacko i zaprosił Katerinę do tańca. Gdy odchodzili w stronę parkietu, Niklaus objął ją ramieniem, a ja poczułem ucisk w żołądku, który mógł oznaczać tylko jedno... Byłem zazdrosny... Miałem ochotę skręcić Klausowi kark, tym bardziej, że chciał ją zabić dla ukończenia rytuału...

Nie mogłem dalej o tym myśleć. Musiałem wziąć się w garść. Zacząłem natarczywie pukać w drzwi.
-Otwarte...-usłyszałem kobiecy głos dochodzący ze środka. Ostrożnie nacisnąłem posrebrzaną klamkę. Drzwi stanęły przede mną otworem. Powoli przeszedłem przez nie i znalazłem się w przytulnym pomieszczeniu. Szczerze nigdy nawet nie byłem w mieszkaniu mojego młodszego brata. Lecz nie wygląd wnętrz przykuł moją uwagę. Szum... Szum bieżącej wody, dochodzący z łazienki. już wiedziałem co robi Katerina. Powoli skierowałem się w stronę łazienki. Chwyciłem za klamkę i ją nacisnąłem. Wszedłem do łazienki i ujrzałem Katerinę całkowicie nagą. Odruchowo zamknąłem oczy.
 -Myślałam, że jednak nie przyjdziesz...- szepnęła.
Usłyszałem cichy szelest jakiegoś materiału i powoli otworzyłem oczy. Ujrzałem piękną brunetkę okrytą tylko satynowym szlafrokiem.
 -Co cię skłoniło do tego, że jednak przyszedłeś?- zapytała i do mnie podeszła. Złapała mnie za krawat. Jej zwinne palce wciąż wędrowały po mojej szyi i po górnej części torsu. Zamknąłem oczy byleby nie patrzeć na jej ponętne usta. Byleby się jej nie oprzeć.
 -To, że masz mi coś do zaoferowania. Słucham. Co takiego dla mnie masz?- zapytałem po chwili, która wydawała się wiecznością.
 -Dlaczego uważasz, że mam ci coś dać?
 -Dlatego, że wiem o tym, że nie byłabyś zdolna mnie oszukiwać.
- Nie powinieneś ufać takiej kobiecie jak ja... Przecież dobrze wiesz jaka jestem... Jestem psychotyczną suką...- szepnęła seksownym głosem i mocniej scisnęła mój czarny krawat idealnie dopasowany do garnituru i białej koszuli.-Wiem co tak na prawdę do mnie czujesz, Elijah. Dobrze wiesz, że mnie nie da się oszukać... Bo czy gdybyś mnie nie kochał to przyszedłbyś do mnie mimo obawy przed Klausem, który może wejść do tego mieszkania w każdej chwili?
 -Tak. Masz coś dla mnie czy nie?- zapytałem i popatrzyłem w jej brązowe oczy kocicy które od zawsze nawiedzały mnie w snach... Czy raczej koszmarach...
 -Dobra, to inaczej. Czy powiedziałbyś mi o planie brata, gdybyś mnie nie kochał?
 -Tak, zrobiłbym to bo szkoda mi byłoby tak pięknej kobiety jak ty, Katerino...
-Ha! Wiedziałam, że kiedyś się złamiesz! Zdajesz sobie sprawę z tego ci właśnie wyznałeś, Elijah?!- zapytała zadowolona ze swojego dzieła.
 -Wcale nie powiedziałem, że cię kocham...-szepnąłem próbujac zagłuszyć moje myśli kręcące się wokół pewnej pięknej brunetki.-Po prostu źle to zinterpretowałaś... To jak to zrozumiałaś było przypadkiem. 
-Przypadki nie istnieją, Elijah. Jeśli nie chcesz nie mów. Ja i tak wiem co tak na prawdę do mnie czujesz...-szepnęła i gdy już miała odejść, złapałem ją za nadgarstek.
 -Chodzi ci o nienawiść?- zapytałem dociekliwie. 
-Czy gdybyś czuł tylko nienawiść, pozwoliłbyś zrobić to...?-zapytała i lekko musnęła moje usta. Miałem wrażenie, że jestem bliski odpłynięcia w nieznaną i dziką krainę, w której byłem tylko raz w swoim długim życiu... Krainy o nazwie Petrova Fire... Ogień Petrovych... Świecił wiecznie i nie miał prawa zgasnąć. Był w pewien sposób chroniony przed zagrożeniem z zewnątrz... Lecz po chwili Katerina odsunęła się ode mnie i szepnęła do mnie cicho: -Trumny z twoim rodzeństwem są ukryte w Chicago. W barze pewnej czarownicy. Ukradłam ten adres dla ciebie, więc nie zmarnuj szansy na odnowienie swojej rodziny. A teraz już lepiej idź. Klaus nie może cię tutaj znaleźć, bo udaję, że mnie zahipnotyzował. Idź bo nie chcę byś miał kłopoty. Po chwili wręczyła mi skrawek papieru z adresem który w jakiś sposób ukradła. Popatrzyłem na nią. Uśmiechała się tajemniczo i zarazem uwodzicielsko. Nie miałem pojęcia jak to się stało, że kochałem taką kobietę jak ona ale jednak... Moje uczucia do niej były prawdziwe... Rzuciłem jej ostatnie ukradkowe spojrzenie i w super tempie znalazłem się pod moim kabrioletem.

 Klaus:
Uważnie śledziłem każdy rysunek na kamiennej ścianie... Każdą kropkę... Ktoś opisał naszą historię. Ktoś odważył się opisać w całości historię mojej rodziny! Nie mogłem w to uwierzyć a jednak... Ktoś był na tyle głupi, by opowiadać MOJĄ historię przyszłym pokoleniom... Gdybym się dowiedział co za debil to wymyślił, byłbym zdolny go zabić. Ale STOP! Lubię zabijać więc czemu nie? Właściwie wizja odcięcia głowy czy wyrwania serca mnie w pewien sposób cieszyła. Lecz nagle z zamysłu wyrwał mnie cichy stukot damskich obcasów. Nie mogłem się ujawnić. Ale mogłem zabić. Wyłączyłem latarkę i zdałem się na własny wzrok. Podszedłem do pewnego rodzaju wejścia i czekałem. Po chwili do kamiennego pomieszczenia weszła piękna brunetka. Oddychała ciężko tak jakby wcześniej z jakiegoś powodu biegła. Powoli i bezszelestnie podszedłem do otworu w ścianie przez który można było swobodnie przejść i nagle dziewczyna powiedziała:
 -Oj Niklaus, Niklaus... Musisz się jeszcze wiele nauczyć, skarbie... Już wiedziałem kto to jest... Adrianna. Czy prościej Adri albo Dri...Odwróciłem się w jej stronę tak by ujrzeć jej twarz.
-Ładnie to tak rzucać swoją dziewczynę i okłamywać, że będziesz walczył na wojnie secesyjnej ? - zapytała i się uśmiechnęła uwodzicielsko.
 -Jeśli mi nie wierzysz to spytaj mojego brata.-szepnąłem z nienawiścią w głosie.
 -A widzisz zaskoczę cię! Pytałam... Elijah był jak zwykle tajemniczy i mało mówny. Jak zwykle wierny bratu... Chciałam zapytać Rebekę ale dziwnym trafem jej nie znalazłam. Ciekawe gdzie ta mała ropucha uciekła, co?-zapytała Adri.
 -Skąd mam wiedzieć gdzie jest moja siostra? Znając jej charakter pewnie już leży w łóżku z pięcioma dopiero poznanymi facetami.
 -Jeśli dla ciebie dębowa trumna w Chicago jest łóżkiem, to jest z tobą gorzej niż przypuszczałam. Jej słowa mnie nie tyle zaskoczyły ci sparaliżowały.
 -Skąd wiesz?-zapytałem sparaliżowany tym co usłyszałem.
-Aj no wiesz... Spotykałam się z tobą pięćset lat i zawsze sie dziwiłam gdzie tak nagle zniknął Kol... Ale gdy wyjechałeś "na wojnę" dotarło do mnie to z jakum tyranem ja się spotykałam...
-Do mnie to z kim chodziłem dotarło dopiero teraz, bo widzisz nie wiedziałem, że jesteś na tyle inteligenta by odkryć moją słodką tajemnicę.-szepnąłem i popatrzyłem w jej głębokie brązowe oczy. Wyrażały tęsknotę i żal... Nie mogłem w to uwierzyć ale ona nadal mnie kochała... Ale moje uczucia zanikły po około dwustu latach razem. Ale nie chciałem by odchodziła. Była przydatna i jak na tamte czasy mądra, no i była ładna. Inny szlachcice mi zazdrościli... Co oczywiście było wspaniałe, bo dzięki temu byłem uważany za kogoś ważniejszego od reszty tych matołów i nieudolnych ćwoków. Pachołków którzy nie potrafili nawet napisać własnego imienia bez jakiegokolwiek błędu... Poznaliśmy się z Adri dokładnie w roku 1499. Jakoś tak... Nie wiem. Znałem wtedy wiele pięknych kobiet, u których szczerze cieszyłem się sporym powodzeniem ze względu na wyrzeźbione ciało i na brytyjski akcent, który pociągał chyba każdą szlachciankę...

Katherine:
 Zaraz po tym gdy Elijah odjechał usłyszałam dźwięk mojego smartfona.
 -Halo?- zapytałam niewinnie.
 -Katherine Pierce?-odezwał się nieznany głos po drugiej stronie.
-Tak, a kto pyta?
-Wiewiórka...
 Już wiedziałam kim mogła być osoba po drugiej stronie.
-Damon...Czego chcesz?-zapytałam.
 -Chcę się spotkać. U mnie za dwadzieścia minut.-powiedział i się rozłączył.
Bezproblemowy Damon. To tak powinnam go nazywać w 1864 roku... Musiałam się jakoś wymknąć... Tylko jak?


 Rozdział krótki ale mam wrażenie, że powinien się wam spodobać xd... A i właśnie. Pisałam go wczoraj w nocy na fonie xd w końcu go rozkminiłam łiiiii xd komentujcie i nie bójcie się wyrażać opinię. Wampirem nie jestem... Nie gryzę xd teraz będę pisać o klaroline :* Życzcie mi powodzenia i weny :3 Jutro na wycieczce chyba napiszę o klaro i znów się biorę za pierwotnych :3 Myślę, że będzie coraz więcej Kath xd i co z tym przychodzi? Kalijah :3 A wy wiecie co? Niedługo wakacje <3 Awwwww jeszcze 5 DNI :3

Pozdrawiam :* Lece pisać o klaro xD

czwartek, 20 czerwca 2013

Rozdział 1

1000 lat wcześniej...

Młody, przystojny blondyn kroczył żwawym krokiem przez pustą polanę. Był dokładnie 13 września, 1012 roku. Czy raczej 14 września, bo było już kilka minut po północy. 
Drzewa wokół małej, wydeptanej przez ludzi i zwierzęta polanie, wydawały się tajemnicze i w pewien sposób straszne... Na twarzy mężczyzny pojawił się szyderczy i fałszywy zarazem, uśmiech. Musiał coś knuć, bo normalny młodzieniec nie zachowywał by się tak tajemniczo. Blondyn podszedł do małej chaty i zapukał cicho w dębowe drzwi. Otworzyła mu kobieta z sięgającymi do pasa, kasztanowymi włosami splecionymi w warkocz. 
-Niklaus! Tak się bałam... Gdzie ty się włóczyłeś po nocy, synu?-zapytała. 
-Nigdzie...-odpowiedział młodzieniec i popatrzył matce w oczy. Jego źrenice momentalnie się rozszerzyły jak u atakującego drapieżnika. 
-Nie będziesz krzyczeć... ani płakać. To będzie tylko sekunda. 
Zanim matka cokolwiek odpowiedziała, Niklaus wbił swoją silną dłoń w jej ciało. Kobieta jęknęła. Mężczyzna wyjął momentalnie rękę i rzucił jej zawartość na podłogę. Coś ciepłego, ciężkiego i pełnego krwi... Serce. 
-Żegnaj matko...-szepnął młodzieniec i wyszedł z izby. Uważał by nie zostawić ani jednego śladu morderstwa. Stanął przed drzwiami do chaty i pochylił się nad wiaderkiem z czystą wodą. Starannie wymył swoje ręce i nagle usłyszał krzyk dochodzący z chaty. 
Wkroczył pewnym krokiem do mieszkania i ujrzał swoją młodszą siostrę klęczącą nad ciałem matki. 
Nad nią stał Elijah.
-Mamo... Mamo obudź się... Mamusiu...-rozpaczała śliczna blondynka. Z jej oczu płynęły łzy. 
-Rebekah, nie płacz. Nie widzisz, że ktoś pozbawił ją serca? To musiał był jakiś wampir... To twoja robota Niklaus?-zapytał brunet.
-Nie, oczywiście, że nie... Nie potrafiłbym zabić matki... Nie byłbym do tego zdolny. Elijah jak mogłeś o mnie pomyśleć. 
-Nie obwiniaj Nik'a, Elijah. Mógł to zrobić nawet nasz ojciec. Miał za złe matce to, że go zdradziła prawda? 
Elijah popatrzył na młodszego brata i powiedział do Rebeki:
-Masz rację siostro... Też wątpię w to by Klaus był zdolny do AŻ takiego okrucieństwa. 
Niklaus popatrzył na brata gardzącym wzrokiem... 

                                                                              ***
Klaus:
Miałem do załatwienia kilka małych spraw... musiałem wyczyścić swoje sprawy z przeszłości... Nie mogłem pozwolić by ktokolwiek z mojej rodziny dowiedział się o tym, że zabiłem naszą matkę.
W wampirzym tempie postanowiłem znaleźć się w miejscu, którego poszukiwałem. Uważałem, że jeśli w tych lochach się wszystko zaczęło, to i tu powinno się skończyć. Ostrożnie wszedłem do lochów. Było ciemno jak w gęstym lesie. Lecz nie byłem otoczony drzewami, a ciężkimi skałami. W takich sytuacjach przydawała się moja wiedza praktyczna. Zaświeciłem swoją latarkę znalezioną w mieszkaniu i zacząłem iść ciemnym korytarzem. Co chwilę napotykałem na drodze jakieś kamienie i myszy... albo szczury.
Gdy doszedłem już do miejsca które mnie interesowało, poczułem coś czego nie poczułby zwykły człowiek. Krew... życiodajny napój bez którego zwykły wampir nie miał szansy przeżyć.
Phi... Ja byłem Hybrydą... W dodatku pierwotną. Niedługo będę mieć armię posłusznych wilczków na każde moje skinienie. Krew kapała z sufitu. podniosłem głowę i ujrzałem dziewiętnastolatkę przywiązaną sznurami do sufitu.  Prawdopodobnie nie żyła... Miła pękniętą czaszkę. I rozerwane gardło. To był przerażający widok ale ja się nie bałem. Nie potrafiłem bać się takiej błahostki... Szczególnie wtedy, gdy sam chciałem takie coś zrobić. Zacząłem szukać wypustek w skałach, tak by znaleźć się koło dziewczyny i skorzystać z okazji, póki nie wykrwawiła się całkowicie. Zacząłem panicznie gładzić rękami po kamiennych skałach. W końcu po dłuższej chwili znalazłem miejsce w którym mógłbym postawić prawą nogę. Później poszło już tylko łatwiej.
Gdy byłem już na suficie, zacząłem odwiązywać sznury, którymi była przywiązana nastolatka. Lecz gdy już miałem brać ją na ramiona i wtapiać swojej kły w jej tętnice, ona się poruszyła.
Ujrzała moją twarz krwiożerczej bestii i krzyknęła:
-Nie! Wystarczy, że zabiłeś mamę...
Chwyciłem dziewczynę mocniej i zeskoczyłem z sufitu, amortyzując nogami upadek.
-Co? Nie zabiłem jej!
-Jestem pewna, że to ty!
-Ja cię nie znam...
Żenowały mnie takie dziewczynki... Wyszczerzyłem swoje kły i wbiłem je prosto w jej tętnicę.
Gdy wyssałem z niej krew całkowicie, zająłem się tym czym miałem się zająć wcześniej. Poświeciłem latarką na kamienne ściany. Ujrzałem na nich podpisy... Imiona mojego rodzeństwa... Nawet Rebeki... Pamiętam jak jej zabraniałem używać noża przy czynności podpisywania się na skale, a teraz... Bezpiecznie leżała w jednej z trumien... wraz z Kolem i Finnem byli ukryci w Chicago. Wiedziałem, że to na pewno będzie najbezpieczniejsze miejsce dla mojej rodziny... Mimo temu co sądził Elijah, zawsze dbałem o rodzinę... Nawet teraz. Tysiąc lat po złożeniu przysięgi dbałem o bezpieczeństwo mojego przyszywanego rodzeństwa.
Miałem tylko ich... Tylko oni chronili mnie przed całkowitą samotnością... Chociaż? Nie, nie chronili mnie w ogóle. Byli tylko bandą wysuszonych wampirów w trumnach, w których zamknął ich, ich własny brat... Zamknął bez możliwości ucieczki... Zatrzymałem bicie ich serc wbijając w nich sztylet. Wydawało mi się, że to była na prawdę dobra decyzja... Ale co jest słuszne dla mnie, nie musi być słuszne dla Elijah'a myślącego, że utopiłem ich ciała na dnie Oceanu Spokojnego.

Elijah:
Poczułem w kiszeni delikatne wibracje, a zaraz po nich w całym pomieszczeniu rozległ się głośny dzwonek mojego smartfona. Wyjąłem go z kieszeni i sprawdziłem kto dzwoni. Numer zastrzeżony.
-Halo?-zapytałem i przyłożyłem telefon do ucha.
-Elijah...-szepnęła jakaś kobieta.
Głos tej kobiety mogłem rozpoznać na całym świecie... To nie był głos byle jakiej kobiety... To był głos Kateriny Petrovej.
-Katerina...-szepnąłem zaskoczony. Własnie w tej chwili podeszła do mnie kelnerka. Skinąłem na nią dłonią by przyszła za chwilę.
-Czego chcesz?-zapytałem obojętnie mimo tego, że czułem jak emocje we mnie wprost buzują.
-Mam dla ciebie propozycję nie do odrzucenia. Spotkajmy się za 10 minut w mieszkaniu Klausa.
-Dlaczego?-zapytałem lecz Katerina już opuściła konwersację. Bardzo mnie korciło by iść do mieszkania Klausa lecz wiedziałem, że... że Niklaus z pewnością byłby nie zadowolony z nie posłuszeństwem Kateriny. Ale warto było zaryzykować by ujrzeć ukochaną, dla której mógłbym zrobić wszystko.




A oto pierwszy rozdział :* Wiem, że dosyć krótki ale chciałam go napisać szybko ;D Szczerze jestem z niego zadowolona ;D Ale opinia oczywiście należy do was. Retrospekcję pisałam dzisiaj w szkole ;* Ale przy kumpeli z którą siedzę nie da się porządnie skupić ;D Sama trochę mi poddawała pomysły ;D

Pozdrawiam was :* 7 komentarzy i będzie następny rozdział :*
A teraz idę pisać o Klaroline ;D