środa, 3 lipca 2013

Rozdział 3

Katherine:
Musiałam coś wymyślić. Nie mogłam ryzykować, że Klaus wróci gdy ja będę u Salvatore'ów. Nie mogłam pozwolić by przez Damona cały mój plan legł w gruzach. Musiałam podjąć jakąś decyzję. Nie umiałam myśleć racjonalnie... Nie teraz gdy od mojej decyzji zależało moje nieśmiertelne życie. Mimo obaw postanowiłam zaryzykować. Z nadludzką szybkością znalazłam się w wielkim domu Stefana i Damona. Kiedyś ich rezydencja zwała się Veritas... Pamiętam to jakby było wczoraj. Omotałam sobie młodych Salvatore'ów wokół mojego zwinnego palca wskazującego. To były piękne czasy... Miałam wtedy możliwość zapomnienia o Elijah'u. Tylko wtedy mogłam zapomnieć o kimś kogo darzyłam prawdziwą miłością. Na samą myśl o Elijah'u łza zakręciła się w moim oku. Zamrugałam oczyma, zatrzepotałam rzęsami i powoli uchyliłam sosnowe drzwi wejściowe do ich rezydencji. Usłyszałam głosy. Od razu je rozpoznałam. Pewna siebie weszłam do domu i przymknęłam cicho drzwi. Skierowałam się do pokoju z jakiego dochodziły głosy.
-Nie jestem pewien czy to dobry pomysł...
-A masz lepszy? Katherine to nasza ostatnia szansa.
Przewróciłam oczami i weszłam do salonu.
-Och niezmiernie mi miło, że oczekujecie na pomoc z mojej strony... To bynajmniej słodkie, że tęsknicie za mną tak bardzo by narażać mnie na niebezpieczeństwo ze strony Klausa. Czego chcecie?-zapytałam i popatrzyłam na braci kłócących się przy stole na którym leżała jakaś mapa. Podeszłam do niej i się jej uważnie przyjrzałam.
Plan Mystic Falls. Były na niej dokładnie wyróżnione wszystkie podziemia. Nagle zobaczyłam znak "x" przy podziemiach Lockwood'ów.
-Co chcecie zrobić?-zapytałam zaciekawiona śledząc uważnie każda kreseczkę na mapie, narysowaną markerem którego trzymał Damon. Podniosłam na niego wzrok.
-Chcemy zabić Klausa.-powiedział niebieskooki wampir.
-Damon! Obydwaj dobrze wiemy o tym, że to zły pomysł!-powiedział Stefan.
-Uspokój się bracie. Nie rozumiesz, że jak Klaus dowie się o tym, że Elena nadal żyje, będzie nas prześladował. Nas i ją także. On jest zbyt niebezpieczny i nieprzewidywalny, by go lekceważyć!-powiedział Damon i popatrzył na młodszego brata. W jego oczach można było dostrzec iskry. Iskry nadziei... Za oknem widziałam wielką, ciemną, burzową chmurę. No tak... wczesna, wiosenna burza. Westchnęłam. Jednego czego potrzebowałam do popadnięcia w doła to kłócący się o "biedną" Elenkę, bracia. Niegdyś spokojni i z nienagannymi stosunkami. Do czasu gdy poznali mnie... seksowną i nieprzewidywalną sierotę nazywającą się Katherine Pierce. Tak, wtedy jeszcze nie wiedzieli, że byłam zimną suką zapatrzoną w siebie i dbającą wyłącznie i swoje potrzeby.
-Pomogę wam.-szepnęłam
Zielone oczy Stefana i błękitne oczy Damona zwróciły się w moją stronę.
-No co? Nienawidzę go tak samo jak wy.-wytłumaczyłam i chwyciłam butelkę bourbon'u leżącą obok mapy.

Klaus:
-Mam zaszczyt powitać cię w moim mieszkaniu...-powiedziałem do Adrianny, otwierając drzwi do mojego mieszkania.
-No już nie bądź taki skrupulatny, Nik. -powiedziała brunetka i przeszła przez próg. Wszedłem za nią i zawołałem:
-Katerina, już jestem. Przygotuj jakiś poczęstunek dla Adri.
Nie usłyszałem odzewu.
-Katerina?!-krzyknąłem.
-Myślę, że ta cała Katerina, cię nie słyszy.
-Uciekła... Co za suka... Ja ją zahipnotyzowałem, a ona...
-Widocznie nie była tak głupia by zostawać z tobą, Klaus.
Przewróciłem oczami.
-Jak wróci to pożałuje. A ty Adri, mi pomożesz.-szepnąłem pod nosem i pewny siebie podszedłem do barku. Wyjąłem z niego butelkę wódki i zacząłem pić trunek.
-Nie pij. Dajesz mi zły przykład.-szepnęła Adri.
-Myślę, że od dawna nie jestem twoim przykładem do naśladowania...
-Czemu tak sądzisz?-zapytała brunetka i usiadła na blacie obok mnie. Popatrzyłem na nią. Faktem było to, że dziewczyna mogła się szczycić nietypową urodą. Miała dość duże brązowe oczy i urzekająco długie rzęsy. Czułem, że Adrianna chciała wiedzieć co w danej chwili odczuwam. A ja za wszelką cenę to ukrywałem. Nie chciałem by dowiedziała się o tym, że moje uczucia do niej się w pewien sposób odnowiły. Albo może tylko bałem się jej reakcji? W końcu to ja popełniłem błąd zostawiając ją wtedy... Gdy tak rozmyślałem, dziewczyna wyrwała mi wódkę z ręki i przyłożyła swoje usta do butelki. Zaczęła łapczywie pić trunek. Nawet łapczywiej niż ja. Po chwili postanowiłem zrobić pierwszy krok. Wyrwałem z jej ręki butelkę i rzuciłem ją na podłogę. Szkło rozpadło się z hukiem na tysiące kawałków.
-Co to do cholery był...-chciała mnie opieprzyć ale ja jej przerwałem wpół słowa. Wtopiłem się w jej usta. Czułem na nich posmak wódki, co mi bardzo pasowało. Delikatnie muskałem jej skórę. Adrianna odwzajemniła słodkie pocałunki. Nim się zorientowałem, już leżałem z nią na stole. Nawet nie słyszałem i nie czułem wibracji w prawej kieszeni spodni.

Elijah:
-Cholera!-szepnąłem do siebie. Na przedmieściach Mystic Falls zabrakło mi paliwa... Jakaś ironia... Próbowałem zadzwonić do Niklausa. Nie odbierał. Najwidoczniej był czymś bardzo zajęty. Prawdopodobnie pracował nad jakąś panną w Grillu by później się nią pożywić. Taki młodszy brat to istna katorga. Przez tyle lat musiałem trzymać go w ryzach ale teraz obiecałem, że dam sobie z tym spokój. Raz na zawsze! Wysiadłem z auta i z całej siły trzasnąłem drzwiami. Stanąłem na poboczu i czekałem aż jakiś samochód się zatrzyma. Będę mógł się wtedy pożywić i ukraść paliwo z bagażnika. [···]
Po około godzinie jakieś auto się zatrzymało. Wysiadł z niego wysoki blondyn.
-w czym mogę pomóc?-zapytał uprzejmie.
-Potrzebuję paliwa. I czegoś do jedzenia.
-Wydaje mi się, że w bagażniku mam zapasowe paliwo. Coś do przegryzienia też powinienem znaleźć.
Sztucznie się uśmiechnąłem, a gdy się odwrócił zaatakowałem. Jego krew była nawet smaczna. Gdy stwierdziłem, że tyle krwi mi wystarczy, odsunąłem się od niego i rzuciłem na niego zaklęcie wpływu. Uległ. Podał mi pojemnik z paliwem, a ja go przechwyciłem i podszedłem do mojego samochodu. Założyłem rękawiczki ochronne i wlałem zawartość pojemnika do baku mojego samochodu. Wytarłem jeszcze ręce w chusteczki. Wsiadłem do auta i odjechałem. Dopiero teraz zorientowałem się, że padła bateria w moim telefonie. Ale nie przejmowałem się tym. Jechałem w stronę Chicago i ani mi się śniło zatrzymywać auto.

Katherine:
Stałam pod oknem. Damon omówił i wytłumaczył mi cały plan zabicia Klausa. Był dopięty na ostatni guzik. Miałam zatrzymywać go jak najdłużej w jego mieszkaniu, a tymczasem Stefan, Damon i Caroline będę tworzyli swego rodzaju bombę, mieszankę tojadu i werbeny z dodatkiem odłamków drewna z białego dębu. Podzieliłam się z nimi całą swoją wiedzą o pierwotnych. Zastanawiałam się tylko nad jednym. Jak zareaguje Elijah gdy się dowie o śmierci brata... A i najważniejsze... musieliśmy znaleźć jakąś czarownicę byśmy nie byli połączeni już z Klausem, bo jeśli on umrze to większość wampirów zrobi to samo...
Czarownica... to był jedyny problem którego jak na razie nie udało się nam rozwiązać.
Po chwili wyjęłam z kieszeni telefon. Spojrzałam na ekran. 15:15. Ktoś o mnie myślał. Miałam nadzieję, że tym "kimś" był Elijah... W końcu Nadzieja umiera ostatnia, prawda?
Rozejrzałam się po pokoju. Nikogo nie było razem ze mną. Dom opustoszał prawie całkowicie. Bracia Salvatore rozeszli się do swoich pokojów. Ja też postanowiłam ruszyć w stronę mieszkania Klausa. Nie mogłam pozwolić by dowiedział się o moim dzisiejszym wybryku... W nadludzkim tempie znalazłam się przed drzwiami do jego mieszkania. Wyjęłam z kieszeni telefon i szybko wyszukałam numer Elijah'a w kontaktach. Przyłożyłam telefon do ucha.
-Tu poczta głosowa. Proszę zostawić wiadomość. Na pewno kiedyś ją odsłucham.-usłyszałem głos Elijah'a nagrany na pocztę głosową.
-Em. Chciałabym byś tu ze mną był. Wiem, że uważasz mnie za oszustkę ale... to nie jest sprawa, którą mogę wyjaśniać przez telefon. Jeśli wrócisz z Chicago... zadzwoń. bym się nie martwiła. Nie potrafiłabym żyć z myślą, że coś ci się stało.-Szepnęłam i włożyłam telefon z powrotem do kieszeni. Westchnęłam i chwyciłam za klamkę. Nacisnęłam ją. Weszłam do domu. Zamknęłam drzwi a gdy się odwróciłam ujrzałam Klausa.
-Witaj, Katerina.-szepnął i w super tempie chwycił mnie za kark.
-Żegnaj Katerina. Słodkich snów. Zobaczymy się za kilka godzin a wtedy twoje życie bardzo się zmieni...-szepnął i nagle poczułam przeszywający moje ciało ból. Skręcił mi kark. Upadłam. Straciłam przytomność.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
W końcu wymęczyłam ten rozdział. O mój boże xD i w dodatku jeszcze nie miałam weny i jestem na kompie u dziadka a tu net chodzi wprost makabrycznie... Nie wiem kiedy pojawi się następny rozdział ;D Teraz muszę się ostro wziąć do roboty z 3 rozdziałem o Klaroline ;D
15 komentarzy=nowy rozdział ;3
Znów stawiam ultimatum bo jak widać na Klaroline sie nie sprawdziło bo normalnie jest po 30 komentarzy a pod ostatnim ledwie 11 -,- pierdzielić tą blogerkę co się przyczepiła o to moje ultimatum... Bez komentarzy nie mam dopingu i mam wrażenie, że piszę to na marne. Czuję się wtedy tak jakby nikt tego nie czytał -,- A wiem, że czytacie to co piszę :* I za to was kocham <3
Pozdrawiam :*

PS; A własnie ;3 Jak ktoś lubi PLL to pewnie wie kogo gra Lucy ;3
Hehe bo nie ma to jak umieszczanie ulubionych postaci na swoim blogu xD
Zapraszam was też na mojego nowego fanpage'a o Słodkich Kłamstewkach ;3
https://www.facebook.com/SlodkieKlamstewkaToSerialKtoryKocham
Aria ;3 jestem xDD
Dobra to chyba tyle ode mnie ;3
Pozdrawiam :*