wtorek, 11 listopada 2014

Ostatni post, Finito

Hej. Muszę się przyznać do tego, że zachowałam się jak idiotka znikając bez znaku życia na tak długi okres czasu. Ale cóż. Pamiętniki Wampirów zrobiły się do dupy ;w; to i ja weny nie miałam.
Przepraszam was, ale tutaj nic już nie napiszę.
Ale za to mam innego bloga. Nie żadne fan fiction, coś całkowicie nowego i tym razem przemyślanego. Tym razem, bo myślę, że każdy mój poprzedni blog był porażką życia.
Tym razem się staram i w ogóle, więc serdecznie was zapraszam. Z tego bloga tak łatwo nie zrezygnuję, nie martwcie się. Za bardzo wszystko obmysliłam aby się poddać.
Tak więc zapraszam wszystkich, którzy lubili mój styl pisania (który w sumie nieźle się rozwinął przez ten czas, przez to ile pisałam w ostatnich miesiącach)
Jest to historia całkiem moja, wymyślona. O demonach, aniołach...
Tutaj macie linka.
Łapcie i jak coś to czytajcie, komentujcie już tam :3
http://every-angel-has-its-own-story.blogspot.com/

wtorek, 3 września 2013

Rozdział 5

Klaus:
Zacząłem powoli schodzić po schodach. Słyszałem ciche szepty w lochu Katherine. Podszedłem do drzwi i nasłuchiwałem. 
-Wystarczy, że powiesz mu, że byłam na zakupach.
-Dobry pomysł. Ale wiesz, że on tak łatwo nie odpuści?
-Wiem. Dlatego gdy przyjedzie Elijah...

Przez przypadek głośno uderzyłem w drzwi, łokciem. Przeszedłem do kratki obok, by zobaczyć co dzieje się w lochu. 
-By wyciągnąć od kogoś informacje, trzeba być dwulicowym... Zawsze tak robię.-powiedziała Adrianna.
Wstała od Kateriny i podeszła do linki, która służyła do sterowania zasłonami. Uśmiechnąłem się, widząc płonącą pod wpływem słońca Katerinę. 
Adrianna wyszła z lochu i zatrzasnęła drzwi.
-Po co przyszedłeś? To ja się miałam nią zająć.
-Przecież wiem, kto miał się czym zająć. Ja już poszperałem w szafce Elijah i nic tam nie znalazłem. Mogłem przewidzieć, że jest zbyt moralny by uczestniczyć w jakiejś akcji z Kateriną. Dowiedziałaś się czegoś prawda?-zapytałem.
-Tak.-odpowiedziała lakonicznie.
Czekałem na trochę dłuższą odpowiedź ale, taka też mi wystarczała. Przynajmniej wiedziałem co się dzieje.
-Czyli? Gdzie była?-zapytałem mimo wszystko.
-W sklepie.-odpowiedziała uśmiechnięta Adrianna.
-Adri ja... 
-Słyszałeś, tak?-zapytała patrząc na mnie wielkimi oczami.
Przytaknąłem. Dziewczyna westchnęła i w końcu wykrztusiła z siebie to co chciałem wiedzieć:
-Była u Salvatore'ów. Coś planują, ale tego już nie wiem.
-Nie jestem pewien czy powinienem ufać komuś takiemu jak ty. 
-Jak nie będziesz zdolny do zaufania, mogę cię w każdej chwili wykiwać. Tak jak Katherine. 
-Na pewno chcesz mnie rozwścieczyć?-zapytałem i przyciągnąłem ją do siebie. 
Pocałowałem ją mocno w usta. Gdy w końcu przestałem popatrzyła na mnie. 
-Tak, chcę.-powiedziała. 
-Nie radziłbym ci rozwścieczać Niklausa Mikaelsona...-szepnąłem.
-Ale ja chcę. Chcę byś na moich oczach zabijał. Właśnie tak cię odnalazłam. Szukałam cię tam gdzie było najwięcej zaginięć i znalezionych ciał... Nie chcę byś stał się mięczakiem o którym opowiadałeś mi jak byliśmy razem. 
Popatrzyłem na nią. Miała rację. Przez ostatnie lata zostawiałem po sobie bardzo dużo śladów. Adrianna odeszła ode mnie i zostawiła mnie w głębokiej zadumie. Weszła przez ciężkie, dębowe drzwi i podeszła do sznurka za pomocą którego zasunęła zasłony. 
Przyłożyłem ucho do drzwi i nasłuchiwałem.
-To co? Powiesz mi to co się stało u braci Salvatore?
-Po prostu byłam tam zobaczyć się ze Stefanem. Nic więcej. Nadal chcę do niego wrócić. On jest i ciągle był moją jedyną miłością. 
Uśmiechnąłem się. Czyli jednak niczego nie planowali...

Adrianna:

Wyrwałam się z uścisku Klausa. Z trudem ale jednak to zrobiłam. 
Mimo, że rzucił mnie bardzo dawno temu, w moim sercu nadal zachowała się cząstka, która darzyła go uczuciem silniejszym niż nienawiść... Moje serce i dusza były podzielone. Od zawsze. Od kiedy się urodziłam lubiłam być wredna i przebiegła ale gdy zostawałam sama, lubiłam zamknąć się w sobie i być posłuszna jak szczeniaczek czekający na pana. Podeszłam do Katherine.
-To co? Powiesz mi to co się stało u braci Salvatore?-zapytałam.
-Po prostu byłam tam zobaczyć się ze Stefanem. Nic więcej. Nadal chcę do niego wrócić. On jest i ciągle był moją jedyną miłością.-powiedziała.
Wiedziałam, że kłamie. Chciałam spytaj jej o coś czym mogła się ze mną podzielić. Chciałam zdobyć informacje o planie Salvatore'ów. Tak by Klaus o tym nie wiedział. Popatrzyłam na Katherine. 
W jej oczach widziałam błaganie o litość. 
Złamała mnie. Puściłam jej oko i znów wyszłam.
-Klaus, kup prezerwatywy na wieczór.-powiedziałam od razu gdy zobaczyłam Klausa przystawiającego ucho do drzwi.
-Ale po co? Przecież wampiry nie...
-Wiem, ale warto się ubezpieczyć. Nie chcę wpadki. Idź już do cholery!-rozkazałam i popchnęłam go w stronę schodów. 
Popatrzył na mnie podejrzliwie. Uśmiechnęłam się. 
-Nie. Nie idę do sklepu. Nie potrzebne mi.-powiedział Klaus i stanął ze skrzyżowanymi na piersiach rękami. 
Popatrzyłam na niego z wyrzutem. Zrobiłam minkę słodkiego pieska. 
-Nic z tego. Nie ma opcji. Wiem, że coś kombinujesz.-powiedział.
-Dobrze. Chcę uwolnić Katherine. Jest niewinna. Sam słyszałeś. Po prostu nadal kocha Stefana. -powiedziałam.
Klaus westchnął. Rozluźnił mięśnie i otworzył drzwi.
-Dobrze. Zabierz ją do mieszkania. Będę za dwie godziny. Muszę coś sprawdzić. 
Odwrócił się na pięcie i wszedł po schodach. 
Uśmiechnęłam się szyderczo. Nabrał się... 
Adrianna Bones... Dziewczyna, która wykiwała najpotężniejszego hybrydę. 
Weszłam do lochu i podeszłam do Katherine.
W kieszeni spodni znalazłam kluczyk od kajdanek, które zostawiły na jej rękach bolesne ślady. 
-Chodź ze mną Katherine. Zawrzemy umowę. Pomogę ci, okay? Tylko musisz mi zaufać.-powiedziałam i pomogłam jej wstać. 
-Nie wiem czy zdołam.-szepnęła Katherine słabym głosem. 
Odcień jej skóry był nienaturalnie szary. Definitywnie brakowało jej krwi. 
-Kto wie...-szepnęłam i złapałam ją pod ramie tak by się nie wywróciła. W super tempie pobiegłam do mieszkania mojego ulubionego Mikaelsona. 
Otworzyłam drzwi zapasowym kluczem schowanym w doniczce z fikusem i powoli weszłam do jego czterech kątów. Nie zdejmując butów weszłam do salonu i pomogłam Katherine usiąść na fotelu. Podeszłam do przenośnej lodówki i wyjęłam z niej dwie torebki ludzkiej krwi. Podałam je Katherine.
-Pij.-rozkazałam i usiadłam obok niej.
Sięgnęłam po whiskey leżącą na stoliku i zaczęłam pić prosto z butelki. 
-Mogę?-zapytała Katherine, która w błyskawicznym tempie opróżniła dwie torebki z krwią. 
Jej skóra wróciła do normalnego koloru.
-Yhym.-mruknęłam z ustami pełnymi w moim ukochanym alkoholu. 
Podałam butelkę Katherine, a ona zaczęła pochłaniać całą jej zawartość. 
Gdy już wypiła połowę tego co zostało w butelce, przyłożyła dłoń do ust. Przełknęła trunek i przeczesała włosy dłonią. 
-Powiesz mi o co chodzi z Braćmi?-zapytałam.
-Tylko wtedy jeśli przysięgniesz. 
-Aktualnie nie mogę zbyt dużo mówić, bo język wciąż pali mnie od werbeny.-szepnęłam gdy zdałam sobie sprawę z tego, że w whiskey było zioło, które potrafiło osłabić wampira. 
-Ale jakoś nadal mówisz.
-Okay. Przysięgam. Jeśli złamię obietnicę... Sama oddam się w ręce Klausa by mnie zabił.-powiedziałam z ręką na sercu. 
-Stefan i Damon chcą go zabić.-odpowiedziała Katherine. 
Wstałam z fotela i podeszłam do barku. Wyjęłam pierwszą lepszą butelkę. Popatrzyłam na etykietę. Bourbon, rok 1983. Odkorkowałam trunek i zaczęłam łapczywie pić. 
Znów usiadłam obok Katherine. 
-Nie martwisz się tym co planują?-zapytała Katherine.
-Cieszę się. Nienawidzę go. 
-Miłość, nienawiść... Leżą na tej samej linii...
Popatrzyłam na nią. Może miała rację. Ta część mojego serca może była większa niż myślałam? Może nie zdawałam sobie sprawy z tego jak kochałam Klausa? Ale czy ktoś kto nadal kocha, chciałby zabić? Czy ktoś kto kocha jakąś osobę chciałby się na niej zemścić za wszystko co stało się w przeszłości? 

Rebekah:

-Czyli to jest samochód, tak?-zapytałam zdezorientowana
widząc czarne porshe Elijah.
-Tak. Bexi ale ty jesteś głupia...-szepnął Kol, który już siedział na tylnym siedzeniu. 
-Kol, nie obrażaj Rebeki.-skarcił Kola, Elijah.
-Własnie, pół mózgu.-powiedział Finn.
-I kto tu jest głupkiem...-szepnął Kol i zaczął bawić się pasami. 
-Wiecie co? Ja uważam, że wy wszyscy jesteście głupi! Zachowujecie się jak niedorozwinięte nastolatki, a mamy o wiele ważniejsze sprawy niż to, kto jest debilem!-krzyknął Elijah.
-Elijah ma rację. Musimy dać nauczkę Klausowi.-szepnęłam i wsiadłam do auta. 
Usiadłam na przednim siedzeniu. Po chwili Elijah wsiadł obok mnie, za kierownicą. Finn nadal gapił się na błyszcząca tapicerkę samochodu.
-Wsiadasz czy nie?-zapytałam. 
-Ale jak?-odpowiedział pytaniem. 
Popatrzyłam na brata siedzącego obok mnie.
-Co jak co ale on w trumnie siedział najdłużej.-szepnął tak by Finn go nie usłyszał.
-Proszę państwa, oto dowód na to, że jak za długo się śpi, występuje zjawisko zwane zanikiem mózgu i inteligencji. Przepraszam. On był taki zawsze.-powiedział Kol powstrzymując śmiech.
-Kol. Chcę ci przypomnieć to, że jesteś w kolejce zaraz po nim. 
-Ale w moim przypadku nie dojdzie do zaniku mózgu i inteligencji do rozmiarów mrówki.-szepnął Kol i popatrzył mściwie na starszego brata.
-Chyba rozmiarów bakterii.-chrząknęłam.
Wiedziałam, że nikt nie zrozumiał tego bełkotu bo zabrzmiało to jak "ybamiarówterii".
Ale to nawet lepiej, że starsi bracia tego nie zrozumieli. O wiele lepiej... 
Zamknęłam oczy i wyobraziłam sobie życie gdyby nie te wszystkie trumny... Gdyby nie ojciec próbujący nas zabić... Myśląc o tym przypomniał mi się nasz najmłodszy brat, Henrick. W moich oczach zebrały się łzy, które powoli zaczęły spływać po moich policzkach. Elijah to zauważył i położył rękę na moim ramieniu. 
-Rebekah... Też często myślę, że Henrick jest gdzieś z nami, lecz wiem, że nigdy już go nie zobaczę... Musiałem się z tym pogodzić...-szepnął.
-Skąd wiedziałeś?-zapytałam ocierając łzy chusteczką od brata.
-Znam cię na tyle dobrze by wiedzieć dlaczego płaczesz, siostro...
Przytuliłam brata. Tak tęskniłam za swoją rodziną... Musiałam wziąć się w garść... Nagle otrząsnęłam się. Z moich oczy przestały kapać łzy. /usłyszałam głośne trzaśnięcie tylnych drzwiczek.
-Aua! Idioto jak łazisz!-krzyknął Kol na Finna, który stanął na jego nodze.
-Przepraszam... To nie moja wina.
-Tak to wina matki, że jesteś taką ciotą!-krzyknął zdenerwowany. 
Popatrzyłam na brata. Jego mina oznaczała tylko jedno. Chciał jak najszybciej zabić Finna. Miał go szczerze dosyć... Ale to raczej oczywiste. W każdej rodzinie, nawet tej niezwykłej, musi znaleźć się jakiś wyrzutek. u Mikaelsonów tym wyrzutkiem był własnie on... Finn Mikaelson. Najstarszy z nas wszystkich... 

Elena:

Leżałam spokojnie w salonie u Salvatore'ów. Do czoła miałam przyłożony lód. Przeżyłam. Stefan i Damon kłócili się w pokoju obok a ja... A ja miałam dosyć tego mętliku w mojej głowie.  Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Wstałam z kanapy i nie patrząc przez wizjer otworzyłam drzwi. Miałam nadzieję, że to Caroline. Ziewnęłam i się przeciagnęłam. Otworzyłam oczy i ujrzałam Klausa. Przez moją głupotę mogłam zginąć.
-Miałem szczerą nadzieję, że już nigdy cię nie spotkam...-szepnął i popatrzył na mnie mściwie.
-Ja też.-wybełkotałam.
Po chwili poczułam mocny ucisk na szyi. Klaus przygniótł mnie do ściany. Próbowałam krzyknąć. Z moich ust wypadł tylko cichy szept.
-Cicho, a cię nie zabiję. Przynajmniej nie teraz...-powiedział i trochę rozluźnił ucisk.
Pokiwałam głową. W super tempie wyszedł ze mną na podwórko, ciągnąc za koszulkę z długim rękawem.
-Czemu żyjesz? Przemienili cię?-zapytał pierwotny.
-Tak. Jestem wampirem.-skłamałam.
-Mówił ci ktoś, że nie potrafisz kłamać?-zapytał i rzucił mnie na ziemię.
-Gadaj prawdę, albo szybko pozbędę się kłopotu i cię zabiję.-szepnął przez zęby.
-Jestem człowiekiem.-powiedziałam cicho.
Bałam się go jak nikogo...
-Tego sam się domyśliłem. Gadaj albo przemienię cię w wampira i będę cię torturował póki doszczętnie nie spłoniesz na słońcu.-powiedział i pociągnął mnie za rękaw koszulki.
W pewiem sposób pomógł mi wstać.
-Elena?-usłyszałam za sobą głos mojej przyjaciółki, Caroline.
Klaus momentalnie się odsunął.
-Co ty jej zrobiłeś?!-krzyknęła i do mnie podbiegła.
-To co powinienem zrobić już dawno.-szepnął przez zęby.-A teraz odsuń, bo będę zmuszony cię zabić.
-Tylko ją dotknij, a Stefan i Damon cię...-krzyknęłam.
-No tak. Zapomniałem, że masz swoją armię... Armia Braci Salvatore gotowych na każde twoje zawołanie. Chyba miło jest bawić się dwoma facetami na raz, co?-zapytał.
Popatrzył na nas swoimi błękitno-zielonymi oczami i się ironicznie uśmiechnął. Zanim odpowiedziałam, wampir zniknął. Popatrzyłam na Caroline. Dopiero teraz zauważyłam jak mi się przygląda.
-Musimy powiedzieć Stefanowi...-szepnęła i pomogła mi wstać.
Czułam jak moje nogi odmawiają mi posłuszeństwa... Lecz musiałam powiedzieć wszystko Stefanowi i Damonowi.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jestem zachwycona tym rozdziałem <3 Dopracowałam go myślę pod wieloma względami :33 Mi się tam podoba ale opinia należy tylko i wyłącznie do was :33
Tu Klaus jest całkowicie inny niż na Klaroline xD Tu jest okrutny, a tam... No przyznam, że zrobiłam z niego ciepłe kluchy xDD
No ale cóż! :DD Moja psycha zniszczy wszystko xDD 
Uwielbiam Adri i Katherine :33 Taki Team xD Adherine? O.o xD
Odwala mi! :D Dobra kończę xD Piszcie co myślicie, a ja lecę bo mój najukochańszy brat mnie bije, bo chce kompa ;/ Co za dzieciak...
Baju :** 

sobota, 24 sierpnia 2013

Rozdział 4

Katherine:
Obudziłam się w ciemnym pomieszczeniu. Gdy tylko otworzyłam oczy, usłyszałam dźwięk odsuwanych zasłon. Poczułam przeszywający ból na odsłoniętych plecach. Z trudem spojrzałam na szyję. Nie było na niej drobnego naszyjnika z lapis-lazuri. Na palcu nie miałam zapasowego pierścionka z tym oto kamieniem.
Ktoś zasunął zasłony. Światło słonecznie nie paliło już moich ramion, lecz zostały na nich bolesne ślady.
Z cienia wyłoniła się wysoka, śliczna dziewczyna. Jej rudo-brązowe włosy opadały gładko na ramiona.
-Widzę, że księżniczka już nie śpi...-szepnęła.
Przez chwilę zdołałam zobaczyć w ciemności, jej twarz.
Uśmiechała się.
-Kim jesteś. Ty jesteś ta Adrianna?-zapytałam słabym głosem.
-Jesteś mądra... Adrianna Bones we własnej osobie. A ty jesteś Katerina Petrova. Pierwotni dużo o tobie opowiadali. Głównie Em, bo Klaus to raczej chciał cię za wszelką cenę zabić.
-Oficjalnie Katherine Pierce.
-Nie musisz ukrywać swojej prawdziwej tożsamości. Bułgarskie imiona i nazwiska nie są aż tak straszne. Co z tego, że wiele uważa ten język za... dosyć trudny. Jak Polski czy Chiński. Ja na przykład nigdy nie nauczyłam się z Polskiego nic więcej od "ku*wa". Klaus często to powtarzał.
Popatrzyłam na nią wściekle. Czułam do niej dziwną sympatię. Była prawie taka jak ja. Tylko ja byłam oczywiście ładniejsza i seksowniejsza.
-Powiedz mi prawdę zanim przyjdzie Klaus. Jestem pewna, że on będzie brutalniejszy w stosunku do ciebie niż ja.
Popatrzyłam na nią. Wiedziałam, że jak powiem jej to co uknuliśmy, Klaus mnie zabije ale... w pewien sposób jej ufałam.
-Klaus cię zostawił, prawda?-zapytałam.
-Do czego dążysz?-odpowiedziała pytaniem Adrianna.
-Czy przyłączysz się do mnie i Salvatore'ów? Chcemy pokonać Klausa raz na zawsze.
-To bardzo kusząca propozycja...-szepnęła i na mnie popatrzyła z cwaniackim uśmiechem na ustach.-Zgoda. Zawsze chciałam się zemścić. Ale... Ja boję się teraz mu sprzeciwić.
-Wystarczy, że powiesz mu, że byłam na zakupach.
-Dobry pomysł. Ale wiesz, że on tak łatwo nie odpuści?-zapytała wampirzyca.
-Wiem. Dlatego gdy przyjedzie Elijah...
Nagle usłyszałam kroki. Adrianna odeszła ode mnie i znów odsunęła zasłony.
-By wyciągnąć od kogoś informacje, trzeba być dwulicowym... Zawsze tak robię.-powiedziała nadal cwaniacko się uśmiechając.
Byłam taka głupia... Taka otumaniona werbeną, że dałam się nabrać na smutną minę psiaka, Adrianny Bones. Gdy już ją polubiłam wbiła mi sztylet w plecy. Była dokładnie taka jak Klaus, może w środku ukrywało się serce ale jestem pewna tego, że i jej i Klausa serce znajdowało się za głęboko by ktokolwiek, kiedykolwiek je odkrył...

Elijah:
Westchnąłem głęboko. Siedziałem przy barku w knajpie czarownicy Klausa. Byłem w Chicago, a tylko ona w całym mieście mogła wiedzieć gdzie jest moje rodzeństwo.
Popijałem whiskey gdy nagle poczułem na ramieniu drobną dłoń. Odwróciłem się i ujrzałem jedyną osobę poinformowaną o trumnach.
-Witaj, Elijah. Słyszałam, że chciałeś się ze mną spotkać.-powiedziała.
-Tak, chcę o coś zapytać.
-Wal śmiało. W tej knajpie jest dużo wampirów.
-Dobrze. Gdzie jest moje rodzeństwo?-zapytałem spokojnie.
-Skąd mam wiedzieć?
-Oj jestem pewien, że Niklaus podzielił się tą informacją z pewną osobą...-szepnąłem i wziąłem dużego łyka whiskey.
-No dobrze. Są na podziemnym parkingu. W schowku. Ale nie mów Klausowi, że zdradziłam ci to, dobrze?
Nic nie odpowiedziałem. Na ladzie, pod kieliszkiem położyłem 10 dolarów i bez słowa wyszedłem z baru.
Od razu Wsiadłem do samochodu i podjechałem do wjazdu na podziemny parking. Musiałem przyznać, że Klaus był pomysłowy by zasztyletowanych braci i siostrę chować w schowku na parkingu w centrum Chicago.
Wysiadłem z auta, skierowałem się w stronę żółtych drzwi podpisanych jako schowek. To co tam ujrzałem wcale mnie nie zdziwiło. Cztery, ciemno brązowe trumny.
Zaraz... Cztery?-zapytałem sam siebie.
podszedłem do pierwszej od prawej strony.
Otworzyłem ją i ujrzałem Kola leżącego z rękami złożonymi na sztylecie. Odgarnąłem jego ręce i szybko wyjąłem sztylet z jego serca.
Podszedłem do następnej trumny. Powtórzyłem czynność i ujrzałem Rebekę. Wyjąłem sztylet z jej piersi. Według chłopskiej logiki został tylko Finn ale... Co miała oznaczać ta czwarta trumna. Może Henrick? Ale w końcu... Został pochowany przez ojca. To wszystko było chore. Po co Klaus miałby odkopywać ciało Henricka? Podszedłem do ostatniej trumny i próbowałem ja otworzyć. Bez najmniejszego skutku.Kopałem trumnę, nawet próbowałem ją podnieść.
Mimo, że byłem jednym z pierwotnych, nie udało mi się nic z nią zrobić.
Zostało mi czekanie.
Usiadłem na betonie i oparłem się o ścianę. Nagle ujrzałem powolny ruch w jednej z trumien.
Podszedłem do niej i ujrzałem Kola z szeroko otwartymi oczami. W super tempie wstał i zatrzasnął trumnę.
-Gdzie jest Klaus?-zapytał.
-To tak się teraz wita starszego brata?-odpowiedziałem pytaniem.
-Nie bądź taki prostolinijny, Elijah. Gdzie jest Niklaus. Chcę wbić mu cokolwiek, w serce!
Złapałem młodszego brata za ramiona.
-Zostaw!-krzyczał i szarpał się jak opętany. Miałem ochotę wsadzić go w kaftan bezpieczeństwa.
Jeszcze nigdy nie widziałem, by Kol tak się zachowywał. Chciał zemsty... Zemsty na Klausie. Byłem pewien, że reszta naszego rodzeństwa też będzie chciała za wszelką cenę go zabić. Nawet wtedy gdyby sami mieli zginąć. Znałem ich za dobrze by tego nie wiedzieć. Nagle krzyki Kola zagłuszył dźwięk zatrzaskiwanych trumien. Odwróciłem się. Za mną stała Rebekah ze sztyletem w ręce.
-Mogłeś go powstrzymać, ale nie chciałeś.-szepnęła przymykając jedno oko.
Wyraźnie celowała w moje serce. Puściłem Kola i podniosłem ręce na znak tego, że się poddałem.
-Dobrze. Bałem się! Po prostu bałem się mu sprzeciwić.-powiedziałem.
-Tak, Elijah. Zhańbiłeś naszą rodzinę.-wtrącił się Finn.
Wszyscy na niego popatrzyliśmy.
-No co? Też wiem to, że Elijah zhańbił naszą rodzinę.-powiedział.
-Nie. Klaus ją zhańbił. Elijah tylko nie powstrzymał Klausa przed zasztyletowaniem nas..-wytłumaczył Kol.
Rebekah złapała się za głowę. Finn stał wmurowany w beton. Wszyscy nadal na niego patrzyliśmy, jak na jakiegoś idiotę.
-Nie wiedziałem. Dla przypomnienia ja najdłużej leżałem w trumnie.-wytłumaczył Finn.
-Wszyscy dobrze wiemy czemu...-szepnął Kol, lecz i tak wszyscy go słyszeli.
Rebekah wybuchła nieopanowanym atakiem śmiechu.
-Pamiętam jak kilka wieków temu ciągle nas wkurzał.-powiedziała.
-To to był powód dla, którego sami wiecie kto mnie zasztyletował?-zapytał najstarszy z nas, Finn.
-A to zabawne. Jest seria takich książek w których czarny charakter nazywają "Sami Wiecie Kim".-powiedziałem.
-Ale, że Klausem?-zapytał Finn.
-Wow, Finn. Jesteś z nas najmądrzejszy. Nawet ja wiem idioto, że tu nie chodzi o Klausa!-krzyknął zdruzgotany Kol.
-Chodzi mi o Voldemorta z Harry'ego Pottera.-powiedziałem patrząc na starszego brata którego IQ było niższe od IQ blondynek z kawałów.
-To nie chodzi o Klausa, tak?
-Nie. Głuchy, głupi i...-szepnęła Rebekah, lecz przerwałem jej patrząc na nią karcącym wzrokiem.-I niesamowicie przystojny.
-Wybrnęłaś.-szepnął Kol nachylając się nad uchem siostry.
-Wiem. Oby tak dalej przy durnych rozmowach z naszym najstarszym bratem.-odszepnęła i się sztucznie uśmiechnęła do Finna.
-Rebekah!-skarciłem siostrę.
Czemu to zawsze ja musiałem być ten wychowany.
-Co? To nie moja wina, że nasz starszy brat jest kompletnym idiotą. W ogóle czemu ja mam na sobie sukienkę z lat dwudziestych? Który jest rok?-zapytała oglądając plamę krwi w miejscu gdzie miała wbity sztylet.
-Rok 2012.
-500 lat w trumnie, a ja nadal jestem mega przystojny...-szepnął Kol poprawiając fryzurę.
Dopiero teraz zauważyłem, że koło Kola powieszone jest małe lustro.
Rebekah Podeszła do niego i odepchnęła go swoimi zwinnymi rękami.
-Odsuń się Lalusiu.-powiedziała.
Kol upadł i popatrzył wściekle na siostrę.
-Jeszcze kiedyś znajdę kołek.
Musiałem przyznać, że bardzo dawno nie widziałem mojej rodziny w komplecie... No prawie.
Brakowało Henricka, matki, ojca i Klausa.
Ale musiałem przyznac, że szczególnie za nimi nie tęskniłem. Mikael zabił matkę, jakiś wilkołak zabił Henricka, a Klaus... Z nim zawsze były problemy.
Popatrzyłem na braci i siostrę. Rebekah usiadła na jednej z zamkniętych trumien. Finn stał i patrzył na jakieś narzędzia, a Kol... Poprawiał sobie fryzurę.
-Kurna, ale w tej trumnie zniszczyły mi się włosy.-powiedział.
-Ty jak zwykle tylko o wyglądzie. Lepiej zastanówmy się co jest w tej czwartej trumnie.-powiedziała Rebekah i zeskoczyła ze swojego nietypowego krzesła.
-Może ty wiesz, Elijah?-zapytał Finn, który odłożył klucz francuski.
-Nie wiem. Nie potrafię jej otworzyć. Myślę, że ktoś rzucił na nią zaklęcie. I myślę, że był to ktoś na tyle potężny by kogoś tam ukryć.
Wszyscy popatrzyliśmy się na siebie. Ja na Kola, Kol na Rebekę, Rebekah na Finna, a Finn na mnie.
Pomyśleliśmy o tym samym.
-Myślicie, że ona nadal żyje?-zapytał Kol.
-Przecież to nie możliwe. Widzieliśmy z Elijah'em jak się wykrwawiła. Ktoś wyrwał jej serce.-odpowiedziała Rebekah.
-Może to nie była ona?-powiedział Finn.
Znów na niego popatrzyliśmy jak na idiotę.
-Po co ty wyjmowałeś ten sztylet?-zapytał przez zęby Kol.
-Bo to też nasz brat. Co z tego, że jego mózg jest wielkości orzecha. Rodziny się nie wybiera.-odpowiedziałem.
-Tak ale można nie ożywiać całej rodziny, a tylko kilku członków...-powiedziała Rebekah.
-Rozmawiacie o mnie?-zapytał Finn.
-T...-nie dokończyłem.
-Nie. Rozmawiamy o tym kto dzisiaj upoluje nam wiewiórki na obiad.-walnął Kol.
Popatrzyłem na niego. Na jego twarzy pojawił się uśmiech, który oznaczał triumf z udanego wykiwania brata. Rebekah zaczęła się śmiać. Popatrzyłem na nich. Zero. Powagi. Sytuacji.
Ale przynajmniej odzyskałem rodzinę... To było najważniejsze.
_________________________________________________________________
Hejka :D Ostatnio wróciła mi taka wielka wena, że normalnie... WOW! :DD Bosko xDD
Odwiesiłam i tego bloga i Klaroline :D Po prostu nie mogłam wytrzymać bez pisania o Pierwotnych i mojej ukochanej parze :D
Wiem, że rozdział jest krótki ale mi się podoba :D
Nie lubię i nigdy nie lubiłam Finna. Kola, Rebekę i Elijah uwielbiam. Klausa Kocham xD
Uwielbiam też Katherine i Adriannę :33 Nie było perspektywy Klausa w 4 rozdziale xDD
Ale jak ona ją tak wykiwała to... xDD
A propos Adrianny: Zmieniłam aktorkę która nią będzie :D Od dzisiaj jest to Emma Stone :D

Pozdrawiam :) Każdy kto przeczyta niech od razu szybciutko skomentuje :33
I na pożegnanie dam wam tu boskie obrazki z Bohaterami mojego bloga :D <3 Oprócz Finna bo z nim tak boskich obrazków nie ma xD




Z Elijah'em nie chce się dodać ;/ Więc to innym razem :DD 
Pracuję dan rubryką bohaterowie :3 
Pozdrawiam :**